RSS wpisów RSS komentarzy

historia- archiwa tagu

Refleksje po katastrofie

Po katastrofie samolotu rządowego pod Smoleńskiem zaczęły mnie nachodzić przeróżne przemyślenia. Obserwowałem wszystko, co miało miejsce przez ostatnich kilka dni, a w moim umyśle formowały się przeróżne opinie. Zapewne napisałbym ten wpis wcześniej, chciałem jednak odczekać do końca żałoby narodowej, mimo iż nie skończyła ona przecież smutku ani też nie objęła swym trwaniem wszystkich pogrzebów.

Pierwszą rzeczą, jaka mnie zdziwiła był fakt, że dziewięćdziesiąt sześć bardzo ważnych dla Polski osób leciało w jednym samolocie. Cóż, z pewnością podróżowanie u boku prezydenta jest sporym zaszczytem, ponadto taki zabieg ma też swoje symboliczne znaczenie. Niemniej jednak był on odrobinę nierozważny. Oczywiście, nikt nie zakładał najgorszego i trudno mieć o to do kogokolwiek pretensję, ale gdyby były dwa samoloty, być może połowa tragicznie zmarłych żyłaby. Jest to o tyle istotne, że zginęła przecież część elity naszego kraju. Druga sprawa. Rozumiem, iż o zmarłych mówi się tylko dobrze, zwłaszcza podczas okresu trwania żałoby i zapewne właśnie tak powinno być. Według mnie należy mimo wszystko unikać przesady. Niektóre osoby publiczne nieco za bardzo poniosło. Jeszcze przed katastrofą nikt nie szczędził ostrych słów krytyki dla zmarłego prezydenta, tymczasem po wypadku ów przywódca był wręcz sakralizowany przez swoich politycznych przeciwników oraz prezenterów telewizyjnych.

Zatrzymując się na chwilę przy tych ostatnich i mediach, powiedzieć trzeba, że niedobrze jest kiedy musi wydarzyć się jakaś katastrofa, aby obywatel mógł poznać także dobre strony przywódcy swojego kraju. Można było także i miesiąc czy rok temu pokazywać pełne ciepła zachowania pary prezydenckiej względem siebie i innych; być sprawiedliwym i stawiać ich także w dobrym świetle. A może to ja wcześniej nie zwracałem na to uwagi?

Mówi się, że zjednoczoną w smutku Polskę podzielił Wawel, a dokładniej zamiar pochowania w jednej z tamtejszych krypt zmarłego prezydenta wraz z małżonką. Wydaje mi się, że decyzja o miejscu pochówku była podjęta nieco za szybko i pod wpływem silnych emocji. Moim skromnym zdaniem była to decyzja błędna. Porównując stan sprzed tragedii do tego po niej, pomyśleć można, że śmierć w katastrofie samolotu uświęca. Jestem niemalże pewien, iż gdyby nie to okropne wydarzenie, Lech Kaczyński nie spocząłby obok Józefa Piłsudskiego i - z całym szacunkiem - nie powinien był, bowiem nie zasłużył. Sprawę ratuje fakt, iż owa krypta ma być poświęcona także ofiarom Katynia z roku 1940 i 2010.

Co mnie niezmiernie cieszyło przez ostatnie dni to zachowanie naszego narodu, który z biało-czerwonymi flagami w rękach potrafił przyznać się do swojej tożsamości i z którego wręcz tryskał patriotyzm. Chciałbym, żeby ta duma z bycia Polakiem i poczucie więzi z Polską w nas pozostały na zawsze. Pięknie zareagowały także inne kraje, z których płynęły kondolencje, w których ogłaszane były żałoby narodowe i których narody naprawdę nam współczuły, wypowiadając się, modląc czy składając znicze. Robi się ciepło na sercu, kiedy czyta się zagraniczne komentarze i ma świadomość, że Polska nie jest sama, nawet w cierpieniu. Co do chmury wulkanicznego pyłu, może prawdziwych przyjaciół mamy właśnie w Gruzji i Estonii, a nie za Odrą czy Atlantykiem.

Nie będę oryginalny, jeśli powiem, że ta straszna katastrofa nie powinna pójść na marne. Stosunki z Rosją przez kilka dni ociepliły się znacznie, cały świat poznał prawdę o Katyniu, a Polacy kolejny raz pokazali jak wielkim są narodem. Życie toczy się dalej, ale to od tych, którzy zostali zależy w jaki sposób się ono potoczy. Życzę sobie i Wam, aby potoczyło się ono w sposób możliwie najlepszy.

Brak komentarzy

Likantropia

Co gdybym Ci powiedział, że gdzieś na świecie są ludzie, którzy podczas pełni księżyca tracą swoją ludzką tożsamość? Co jeśli powiem Ci, że wilkołak nie jest jedynie wymysłem popkultury? Czy kiedy przekażę Ci prawdę, a prawdą będzie to, że którejś nocy sam możesz przekonać się o tym, iż człowiek potrafi być zwierzęciem, będziesz się bać?

Wilkołak, Lucas Cranach Starszy, 1512 r.

Wilkołak, Lucas Cranach Starszy, 1512 r.

Zapewne większość z Was od najmłodszych lat słyszała o ludziach, którzy pod wpływem blasku pełni księżyca mimowolnie zmieniali się w rządne mięsa istoty, jednak rankiem, owi ludzie, byli nieświadomi tego co popełnili zeszłej nocy. Zapewne dziś mało kto w to wierzy, a to niedobrze. Bowiem jak w każdej legendzie tak i w tej znajduje się część prawdy, a jest nią likantropia.

Wyraz likantropia powstał z połączenia dwóch greckich słów: lýkos - wilk, ánthropos - człowiek. Zarówno w starożytności, jak i w średniowieczu mianem likantropa określano wilkołaka. Obecnie nazwa ta wyszła z użycia (a greka nie wpłynęła na etymologię słowa “wilkołak” w narodowych językach), lecz nawet w XXI wieku zlepek dwóch greckich słów coś oznacza.

W psychiatrii likantropia jest używana do określenia niezwykłej choroby psychicznej, która powoduje u chorego utratę świadomości i przeświadczenie, że jest drapieżnym zwierzęciem, najczęściej wilkiem. Zaburzenia psychiczne u likantropa powodują, że widzi on jak jego ciało pokrywa zwierzęca sierść, paznokcie stają się mocne i długie, a w jamie ustnej czuje o wiele większe zęby niż ma w rzeczywistości. Po świadomej lub nieświadomej “przemianie” chory zachowuje się dokładnie jak zwierzę - zarówno pod względem umysłowym (pragnienia, dążenia), jak i fizycznym (sposób poruszania się, wydawane odgłosy).

Jak nietrudno się domyślić, człowiek przejmując instynkt i zachowanie wilka staje się bardzo niebezpieczny. Historia zna wiele przypadków, zwłaszcza z epoki średniowiecza, kiedy bądź to widziano jak jakiś wieśniak zachowuje się jak zwierzę, bądź też oskarżony o zabójswto przyznawał się, że zbrodnia nie jest w zupełności jego świadomym udziałem. Niejednokrotnie również zabijano niewinnych, lub chorych ludzi, ponieważ podejrzewano, że są istotami nieczystymi. W tamtych czasach legenda mogła się utrwalić, bowiem pod wpływem słynnych średniowiecznych tortur, wielu podejrzanych przyznawało się do czegoś, o czym nieraz nie miało zielonego pojęcia. Podobnie zresztą rzecz miała się z czarownicami.

Skąd w ogóle u ludzi brała się likantropia? Jedni uważali, że jest to choroba dziedziczna; inni, że jest to po prostu zaburzenie świadomości; jeszcze inni, że likantropowie swoją moc zawdzięczają czarom i mocom piekielnym, bądź specjalnym substancjom. Z pewnością wielu twierdziło także, iż jest to niecałkowita przemiana w wilkołaka, bądź opętanie.

W Europie najpopularniejszą teorią jest ta, która zakłada, że likantrop ?zmienia? się w wilka. Jednak na północy kontynentu, na terenach półwyspu skandynawskiego dużo bardziej popularniejszy jest niedźwiedź (być może dlatego, że wikingowie nakładali na siebie skóry zabitych zwierząt, często niedźwiedzi, co miało dać im siłę). W innych częściach świata spotyka się również wiarę w przemiany w tygrysa (Azja), psa (Grecja), lisa (Japonia), leoparda(Afryka), a nawet rekina(Wyspy Polinezji). Likantropia występowała (i z pewnością występuje) też w kulturze wielu plemion Afryki oraz Ameryki Łacińskiej, Australii.

Z perspektywy czasu możemy analizować wszystkie informacje dotyczące tej ciekawej choroby. Jestem pewny, iż to właśnie ona, obok różnych wierzeń, obrządków i niewiedzy człowieka, stała się materiałem budulcowym legendy o wilkołactwie jaką znamy dziś, i która przetrwa jeszcze długo.

Dziś ta choroba jest bardzo rzadka, jednak występuje. Tak więc, jeśli pewnej pięknej, księżycowej nocy, natkniesz się na człowieka, który będzie warczeć, chodzić na czterech łapach i wyć do księżyca, pomyśl, że jest to likantrop. Być może będzie to Twoja ostatnia myśl.

— — —

Artykuł po raz pierwszy został napisany ponad dwa lata temu dla wortalu ezoterycznego Strefa 51. Niestety serwis upadł, a odnalezienie strony html z powyższym artykułem jest mało możliwe. Może to i lepiej, bowiem tekst przeczytałem ponownie, poprawiłem go w miejscach, które potrzebowały tego najbardziej, a także rozszerzyłem.

Brak komentarzy