O bezczelności ludzkiej
Żeby dać jednak jakiś obraz, opiszę pokrótce, jak to dziwo wygląda. Mieszkam opodal wąwozu, który był kiedyś porośnięty drzewami, a przy jego brzegach rosły maliny. Teraz jakieś dwadzieścia pięć metrów ziemi na długość zsunęło się do owego wąwozu, wyrywając po drodze wszystkie drzewa, jakie napotkało i tworząc w ten sposób wielką, gołą dziurę. Nowy brzeg jest stromy, wygląda nieco jak klif.
Teraz sedno sprawy. Od czasu, kiedy urwisko powstało, na mojej, prywatnej działce, prawie na podwórzu, było więcej niż sto ludzi. Przychodzą zobaczyć, nadziwić się, podziwiać - nie wiem, co jeszcze. Rozumiem wizyty sąsiadów, nawet znajomych, ale pielgrzymek zupełnie obcych mi ludzi z drugiej części miejscowości zaakceptować nie potrafię. Przyjeżdżają tacy samochodem, parkują przy drodze i idą sobie przez pole jak gdyby nigdy nic. Otóż nie, własność prywatna to nie park, do ciężkiej cholery! Trzeba być skończonym głupcem, żeby myśleć inaczej, totalnym chamem, zaślepionym swoimi widzimisię, aby ot tak wchodzić komuś na teren prywatny i ignorantem, by mieć w nosie fakt, że właściciel może sobie nie życzyć podobnych odwiedzin.
Inna sprawa, że owi natarczywi ludzie bez mrugnięcia okiem łamią prawo, gdyż przekraczają taśmę, za pomocą której strażacy odgrodzili teren niebezpieczny. Skoro jednak praktycznie pod samo urwisko podchodziły kilkunastoletnie dzieci, to dlaczego dorośli ludzie mieliby tego nie robić, zostawiając wózek z dzieckiem kilkadziesiąt metrów dalej, przy drodze (!). Żeby było jeszcze lepiej, starzy znajomi z gimnazjum nawet nie powitają mnie, będąc pod moim domem i kilka metrów od mojej osoby. Szczyt bezczelności!
Jestem bardzo ciekawy, jak zachowałby się każdy z tych ludzi, gdyby to pod jego dom przychodzili obcy ludzie; gdyby jego działkę traktowano jak park. Jeśliby w Polsce było prawo pozwalające używać broni na swoim terenie, pewnie wypłoszyłbym całe draństwo. Bez strzelby wolę nie ryzykować rozkazywania, dla przykładu, czterem dwudziestokilkuletnim osobnikom. Innych zaś po prostu nie wypada wyganiać.
Ciekaw jestem także tego, czy w razie potrzeby otrzymam od wszystkich turystów jakąś pomoc. Może powinienem pobierać opłaty za wstęp na działkę? Mają atrakcję, a za takowe się płaci. Jeśli zdarzy się ewentualna katastrofa i dom osunie się razem z ziemią, pewnie będzie mi smutno, ale jestem pewien, że wybuchnę ze złości, kiedy sobie pomyślę, że resztki mojego domu są tłumnie oglądane, a tłum ów ma na ustach słowa typu: “Ja cię!”, “Ale poszło!”, “Co za siła!”. Wybuchnę, cholera, wybuchnę! Już dziś powstrzymuję się od tego, by nie wybuchnąć.