RSS wpisów RSS komentarzy

przemyślenia- archiwa tagu

Zmiany z czasem

Czas nas zmienia. Owszem, jest to rzecz oczywista i ogólnie znana, jednak trudno czasami się nie zdziwić, kiedy zestawimy swoją teraźniejszość z przeszłością. Nie chodzi mi tutaj bynajmniej o wygląd, posiadaną wiedzę czy nawet charakter. Chcę napisać raczej o twierdzeniu, które kiedyś wypowiedziałem, niedawno zaś postąpiłem przeciw niemu.

Otóż pamiętam, jak kilka (może siedem) lat temu przy okazji kupna przez kogoś z mojej rodziny dość drogiego telefonu powiedziałem, iż nigdy nie wydałbym na komórkę więcej niż czterysta złotych. Mówiłem to z całym swoim przekonaniem i pewnością, że tak twierdził będę zawsze. Tymczasem przedwczoraj, w ramach wymiany mojego Samsunga C300 na nowszy model, zakupiłem Nokię C5 za blisko pięćset złotych. Żeby było jeszcze ciekawiej, rozważałem zakup jeszcze droższych słuchawek jak Nokia E55 czy nawet modeli sięgających swym kosztem ponad tysiąc złotych (Nokia N97, HTC Touch Pro).

Cóż, może jednak przysłowie skłaniające, aby nigdy nie mówić nigdy, ma w sobie przynajmniej jakąś część prawdy. Ileż mogłem wiedzieć o obecnym sobie, kiedy zarzekałem się, że nie kupię telefonu w cenie, w jakiej kupiłem go przed kilkoma dniami? Ileż wiem dzisiaj o sobie, jakim będę (jeśli w ogóle będę) za lat pięć czy dziesięć? Dość chyba powiedzieć, iż cztery wiosny temu byłem zupełnie innym człowiekiem, który nie spodziewał się takiej zmiany w przyszłości. Oczywiście, czym jesteśmy starsi, tym w mniejszym stopniu zmieniamy się z czasem, więc może tak drastycznych przekształceń nie powinienem się spodziewać. I całe szczęście, bo obecnie mniej lub bardziej, ale podobam się sobie.

1 komentarz

Beztroskie życie na wsi

Wakacje się zaczęły, pogoda pomału się poprawia, chmurki płyną sobie spokojnie po błękitnym niebie, a wolnego czasu sporo. Trzeba się relaksować i bawić, powiecie. A figa! Tutaj, na wsi, ten wolny czas wygląda nieco inaczej.

Rolnik

Rolnik

Widzicie, tutaj zawsze jest coś do zrobienia. Jeśli zaś jakimś dziwnym trafem okaże się, że chwilowo nie ma nic do roboty, pracuje się po to, aby na przyszłość było czym się zająć. Pozwolicie, że przedstawię to na przykładzie. Powiedzmy, że pewien rolnik zasiał już całe pole ziemniakami, i zostało mu trochę wolnego czasu. Odpocznie zapewne. Potem jednak zasmuci się, bowiem nie będzie już miał co robić. Wtedy przygotuje kolejny kawałek pola i obsadzi go ziemniakami (choć wcale nie potrzebuje), zajmując sobie w ten sposób czas i, co więcej, czyniąc więcej obowiązków na wykopki. Po wszystkim pewnie będzie się cieszył, że upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu: uwolnił się od nadmiaru wolnego czasu i teraz, i na jesień.

Dobra, przesadzam. Trudno jednak mieszkając na wsi i pełniąc część obowiązków związanych z rolnictwem, w niektórych momentach właśnie tak tego nie odbierać. Gospodarstwo nie jest moje, ale jako wnuk (który zresztą korzysta z owoców pracy gospodarstwa) pomagam dziadkowi. Co najdziwniejsze, starszemu pokoleniu owa praca wydaje się sprawiać przyjemność. Nie wiem, cóż może być takiego przyjemnego w machaniu motyką, kiedy słońce najwyraźniej chce cię spalić, a robactwo zeżreć na dobre.

Trudno czasami nie pozazdrościć takiemu mieszkańcowi bloku. Jedynym jego obowiązkiem jest zazwyczaj wyniesienie śmieci do kontenera stojącego na podwórku. Ci, co mają domek jednorodzinny, muszą już kosić trawę co półtorej tygodnia, znieść węgiel do piwnicy, doglądać ogrodu, nierzadko zrobić coś koło domu itp. Na wsi często dochodzą jeszcze prace rolnicze czy wiążące się z utrzymaniem sporych kawałków ziemi i inne. Nie chodzi mi tu nawet, że ja mam najgorzej, bo nie mam. Wystarczy, że przejdę kilkaset metrów a zobaczę młodszych ode mnie o kilka lat, którzy mają dużo więcej pracy. Ja tylko czasami pomagam.

Tak, tylko czasami, ale kiedy to robię, zawsze wyobrażam sobie, co robi mój znajomy mieszkający na starówce. Gdy ja, choćby zaledwie przez trzy godziny, zmuszony jestem pchać kosiarkę, nosić węgiel albo machać motyką, on ma czas wolny. Niby nic, ale wkurza. Tak się składa, że cenię sobie wolny czas, a mam go mniej. Mniej na naukę, mniej na rozwój osobowości, mniej na rozrywkę, wreszcie mniej na głupie gapienie się w sufit czy snucie niegłupich przemyśleń. Boli mnie choćby te kilkadziesiąt stron książki, które mógłbym na jego miejscu przeczytać. Powiecie: a tam, trzy godzinki. Ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka!

Inna sprawa, że traciłem czas także na dojazdy do szkoły (od półtorej godziny do dwóch godzin dziennie w autobusie, do tego ? oczywiście ? dojście do przystanków, a i czasami spędzanie tam kilkudziesięciu minut), ale nie o tym chciałem. Lubię mieszkać tu, gdzie mieszkam. Mieszkanie na wsi czy w małym miasteczku ma mnóstwo plusów, ale trudno uznać je za beztroskie. Bynajmniej nie jest tak, że leżymy sobie w trawie przez cały dzień, opierając głowę o pień drzewa i jedząc darmowe owoce. Mamy mniej czasu, ale nic nie zastąpi tutejszych nocy, przyrody, spokoju i ciszy. Być może dla tego wszystkiego warto czasami machnąć tą motyką kilka razy.

Brak komentarzy

Co kryją kieszenie

Pierwszy dzień wiosny nastał, a wraz z nim - na całe szczęście - nastały także ciepłe powietrze i ładna pogoda. Tak, oto nastał czas zamknięcia w szafie grubej, zimowej odzieży i wyciągnięcia tej lekkiej i letniej. Czapki, rękawice, szaliki i kalesony z uśmiechem na twarzy rzuciłem w najgłębsze otchłanie mojej garderoby, ciężkie buciory zastąpiłem wygodnymi półbutami, a puszystą kurtkę na zwiewną kurteczkę.

Kiedy ubierałem tą ostatnią dzisiaj, pierwszy raz tego lata, moje dłonie natychmiast powędrowały do kieszeni. Tym razem nic tam nie znalazłem, ale zazwyczaj można tam znaleźć mnóstwo rzeczy, pozostałości sprzed zimy. Niejednokrotnie były to pieniądze. Wyobraźcie sobie moją radość kiedy ni stąd, ni zowąd zaczynam być do przodu o, powiedzmy, pięć złotych. Zawsze przynajmniej jeden uśmiech więcej! Oczywiście nie zawsze jest tak kolorowo. Częściej niż monety znajduję zużyte chusteczki do nosa, papierki po słodyczach albo puste baterie AAA. Cokolwiek bym jednak nie wyciągnął, jest ciekawie i wesoło.

Raz miałem przyjemność założyć kurtkę, w której nie chodziłem już kilka lat, która była na mnie już o wiele za mała. Nie pamiętam dokładnie co wtedy wyciągnąłem, ale to uczucie, kiedy wkładasz rękę do dawno nieodwiedzanej kieszeni i coś wyczuwasz jest wręcz bezcenne. Zaręczam, że napięcie jest ogromne. Pytasz siebie: Cóż ja mogłem zostawić tutaj jako kilkunastoletni chłopiec? A potem wyciągasz. Nawet jeśli są to tylko opakowania z batoników, miło znów trzymać je pomiędzy palcami. To trochę jak zderzenie się z przeszłością.

Życzę sobie, bym znalazł za kilkadziesiąt lat kurteczkę, w której chodziłem do zerówki i aby jej kieszenie były wypchane po brzegi. Wam życzę pogodnej i radosnej wiosny, a kiedy przyjdzie czas na zmianę ubioru na cieplejszy, nie zapomnijcie zapomnieć opróżnić wszystkich zakamarków przejściowych kurtek.

Brak komentarzy

Piwo

Piwo

Piwo

Kiedy miałem kilka lat, poprosiłem ojca, aby pozwolił mi się napić piwa. Zgodził się i zostawił mi troszeczkę napoju na dnie butelki. Ucieszony opróżniłem naczynie, ale zawartość wcale mi nie smakowała. Szczerze powiedziawszy, to gorzkie świństwo bardzo zawiodło moje oczekiwania. Wszyscy dookoła to pili, nierzadko więcej niż raz dziennie, a do tego robili to z największym smakiem.

Gdzieś słyszałem, że dzieci mają więcej kubków smakowych, dlatego też odczuwają smaki bardziej intensywnie. Cóż, może przez to piwo nie smakowało mi kilkanaście lat temu. Przynajmniej tak myślałem przez te kilkanaście lat. Niedawno, już jako pełnoletni obywatel, ponownie skosztowałem tego złotego płynu i… smakuje chyba jeszcze ohydniej niż w czasach, gdy byłem dzieckiem.

Nie wiem czy mam czekać kolejną kupę czasu, by dostrzec tą niemałą cudowność chmielnego wywaru, czy też nigdy nie będę czerpać takiej przyjemności, jaką czują choćby uczestnicy Oktoberfestu. Najprzychylniej skłaniam się do wersji, że piwo wcale nie jest smaczne dla większości społeczeństwa. Wprost trudno mi sobie wyobrazić, że mogłoby być inaczej. To cholerstwo ma niedobry smak, wprowadza w uzależniania, całkiem sporo kosztuje, rzuca się na głowę i śmierdzi się po jego wypiciu, a mimo to ludzie wciąż to piją. Ba, z roku na rok na jedną osobę w Polce przypada coraz więcej litrów tego trunku.

Tutaj powstaje pytanie: Dlaczego piwo pije się niemal na całym świecie? Pewnie części ludności ono naprawdę smakuje, reszta nie chce się wychylać. Skoro z owoców pracy browarów korzystano z dziada pradziada, to coś w tym musi być. Tylko co? Na pewno marketing i tradycja. Ale co mnie to obchodzi, jak ktoś chce - niech pije. Mnie jedynie zastanawia kilka rzeczy.

Pierwsze piwa powstawały już w czasach prahistorycznych. Wyobraźmy sobie moment kiedy powstało to pierwsze. Jakiemuś osobnikowi udało się uzyskać gorzki napój, który ? co będziemy mówić - nie mógł mu smakować. Dziwi mnie, że po spróbowaniu nie zaniechał produkcji, ale co jest dla mnie niezrozumiałe, skąd on wiedział, że coś wynalazł. Jeśli to bym był ja, pomyślałbym, że nic nie odkryłem. W końcu po to mamy smak i zapach, by ocenić czy coś jest zdrowe i zdatne do spożycia. Kiedy ja bym spróbował tego pierwotnego browaru, doszedłbym do wniosku, że czysta woda jest dużo lepsza, a potem porzucił eksperymentowanie.

Cola, nawet ta oryginalna, kosztuje mniej od najtańszego piwa. Cola, nawet ta nieoryginalna, jest smaczniejsza od najlepszego piwa. Jeśli chodzi o szkodliwość, tutaj chyba jest remis (choć na tym się nie znam). Na miejscu mojego ojca, dziadka i wuja kupiłbym ten ciemny napój, nie złoty. Co ciekawe, większość moich rówieśników zrobiło by odmiennie. Co ciekawsze, spora część nich piła już na kilka lat przed osiemnastką (i nie chodzi tutaj o dwa łyczki).

Zaobserwowałem chyba tylko jeden plus spożywania tytułowego napoju. Kiedy usiadłem sobie wieczorem na balkonie z butelką piwa, piłem je przez jakieś pół godziny. Innym razem, gdy do wypicia miałem podobną ilość soku, po pięciu minutach karton był już pusty. Przypuszczam, że z colą poszłoby jeszcze szybciej.

Zaznaczam, że nie jestem przeciw produkcji, sprzedaży czy spożywania piwa. Jeśli ktoś chce, niech pije. Ja nie chcę, a wam przedstawiłem swoją opinię i wątpliwości, na których zmianę może przyjdzie mi czekać kolejną kupę czasu. W każdym razie, niczego mi nie żal.

Komentarze (4)

Podarki to coś więcej…

Niedawno miałem przyjęcie z okazji osiemnastych urodzin. Oczywiście, jak to w zwyczaju, członkowie rodziny wręczali mi prezenty, z czego lwią część stanowiły koperty. Uzbierała się całkiem spora kwota, i choć mam wydatki, jakoś nie jestem z niej zadowolony. Chyba nie należy mi się tak dużo.

Zacząłem się zastanawiać, czy zasługuję, nawet nie na te pieniądze, a na gest. Ktoś zrezygnował z czegoś, abym ja mógł coś mieć. Dawanie to zjawisko tak piękne, że nie sposób po prostu brać i nie myśleć o tym więcej. Otrzymywanie jakiegoś przedmiotu od kogoś, kto przekazuje Ci to z serca i z najlepszymi życzeniami, niesie ze sobą taką falę dobra, że zdolna jest ona, choćby chwilowo, zatopić zło.

Zamiast cieszyć się z prezentów, poczułem się jakoś smutno. Kolejny raz powtórzę - nie chodzi tutaj o same podarki, czy pieniądze, lecz o gest. Chyba otrzymywanie jest dla mnie kłopotliwe.

Oczywiście, nie mam zamiaru ukrywać, że to, co dostałem z pewnością się przyda i pozwoli mi zrealizować część planów. Problem w tym, iż czuję się niezręcznie, kiedy ktoś daje mi coś bezinteresownie. Zwłaszcza, gdy nie jestem pewny czy zasługuje.

Na zakończenie, chcę powiedzieć, że jestem wdzięczny za gest, nie podarki; czyli za to, co ma większą wartość. Bo wartość tego co otrzymujesz, określana jest przez serce i poświęcenie innych ludzi, nie zaś cenę i pieniądze jakie ktoś musiał wydać. Można dostać fortunę i nie otrzymać nic, a można usłyszeć jedno słowo i otrzymać wszystko.

To, co dostałem postaram się wykorzystać możliwie najlepiej. Mam nadzieję, że  sposób w jaki zainwestuje te środki, sprawi, że te pieniądze pośrednio przyczynią się kiedyś do czegoś dobrego.

Brak komentarzy

Pierwszy wpis

Z dniem drugiego stycznia weblog Luna Exoriens uznaję za otwarty. Niezmiernie cieszy mnie, że wreszcie się to stało, bowiem faza tworzenia i optymalizacji bloga była dość długa i problemowa. Równocześnie proszę Was, abyście - jeśli znajdziecie jakiś błąd, nieprzetłumaczony tekst, bądź cokolwiek, co sprawiałoby problemy - zgłaszali te przypadki przez formularz kontaktowy.

Aktualnie, cała strona funkcjonuje za pomocą WordPress 2.7 (najnowsza wersja). Skórka, została wykonana przez Arcsin, a przetłumaczona i gdzieniegdzie lekko zmodyfikowana przeze mnie. Zmieniłem także logo i dodałem favikonkę.

Wpis ten, umieściłem w każdej z kategorii i użyłem wszystkich przewidywanych tagów, aby łatwiej można było zorientować się, co czeka w przyszłości.

Zachęcam do częstego odwiedzania tego adresu, bowiem, już niebawem, pojawią się tutaj kolejne wpisy, tym razem będące o wiele ciekawsze. Warto użyć także subskrypcji RSS.

Brak komentarzy