Likantropia
Co gdybym Ci powiedział, że gdzieś na świecie są ludzie, którzy podczas pełni księżyca tracą swoją ludzką tożsamość? Co jeśli powiem Ci, że wilkołak nie jest jedynie wymysłem popkultury? Czy kiedy przekażę Ci prawdę, a prawdą będzie to, że którejś nocy sam możesz przekonać się o tym, iż człowiek potrafi być zwierzęciem, będziesz się bać?
Zapewne większość z Was od najmłodszych lat słyszała o ludziach, którzy pod wpływem blasku pełni księżyca mimowolnie zmieniali się w rządne mięsa istoty, jednak rankiem, owi ludzie, byli nieświadomi tego co popełnili zeszłej nocy. Zapewne dziś mało kto w to wierzy, a to niedobrze. Bowiem jak w każdej legendzie tak i w tej znajduje się część prawdy, a jest nią likantropia.
Wyraz likantropia powstał z połączenia dwóch greckich słów: lýkos - wilk, ánthropos - człowiek. Zarówno w starożytności, jak i w średniowieczu mianem likantropa określano wilkołaka. Obecnie nazwa ta wyszła z użycia (a greka nie wpłynęła na etymologię słowa “wilkołak” w narodowych językach), lecz nawet w XXI wieku zlepek dwóch greckich słów coś oznacza.
W psychiatrii likantropia jest używana do określenia niezwykłej choroby psychicznej, która powoduje u chorego utratę świadomości i przeświadczenie, że jest drapieżnym zwierzęciem, najczęściej wilkiem. Zaburzenia psychiczne u likantropa powodują, że widzi on jak jego ciało pokrywa zwierzęca sierść, paznokcie stają się mocne i długie, a w jamie ustnej czuje o wiele większe zęby niż ma w rzeczywistości. Po świadomej lub nieświadomej “przemianie” chory zachowuje się dokładnie jak zwierzę - zarówno pod względem umysłowym (pragnienia, dążenia), jak i fizycznym (sposób poruszania się, wydawane odgłosy).
Jak nietrudno się domyślić, człowiek przejmując instynkt i zachowanie wilka staje się bardzo niebezpieczny. Historia zna wiele przypadków, zwłaszcza z epoki średniowiecza, kiedy bądź to widziano jak jakiś wieśniak zachowuje się jak zwierzę, bądź też oskarżony o zabójswto przyznawał się, że zbrodnia nie jest w zupełności jego świadomym udziałem. Niejednokrotnie również zabijano niewinnych, lub chorych ludzi, ponieważ podejrzewano, że są istotami nieczystymi. W tamtych czasach legenda mogła się utrwalić, bowiem pod wpływem słynnych średniowiecznych tortur, wielu podejrzanych przyznawało się do czegoś, o czym nieraz nie miało zielonego pojęcia. Podobnie zresztą rzecz miała się z czarownicami.
Skąd w ogóle u ludzi brała się likantropia? Jedni uważali, że jest to choroba dziedziczna; inni, że jest to po prostu zaburzenie świadomości; jeszcze inni, że likantropowie swoją moc zawdzięczają czarom i mocom piekielnym, bądź specjalnym substancjom. Z pewnością wielu twierdziło także, iż jest to niecałkowita przemiana w wilkołaka, bądź opętanie.
W Europie najpopularniejszą teorią jest ta, która zakłada, że likantrop ?zmienia? się w wilka. Jednak na północy kontynentu, na terenach półwyspu skandynawskiego dużo bardziej popularniejszy jest niedźwiedź (być może dlatego, że wikingowie nakładali na siebie skóry zabitych zwierząt, często niedźwiedzi, co miało dać im siłę). W innych częściach świata spotyka się również wiarę w przemiany w tygrysa (Azja), psa (Grecja), lisa (Japonia), leoparda(Afryka), a nawet rekina(Wyspy Polinezji). Likantropia występowała (i z pewnością występuje) też w kulturze wielu plemion Afryki oraz Ameryki Łacińskiej, Australii.
Z perspektywy czasu możemy analizować wszystkie informacje dotyczące tej ciekawej choroby. Jestem pewny, iż to właśnie ona, obok różnych wierzeń, obrządków i niewiedzy człowieka, stała się materiałem budulcowym legendy o wilkołactwie jaką znamy dziś, i która przetrwa jeszcze długo.
Dziś ta choroba jest bardzo rzadka, jednak występuje. Tak więc, jeśli pewnej pięknej, księżycowej nocy, natkniesz się na człowieka, który będzie warczeć, chodzić na czterech łapach i wyć do księżyca, pomyśl, że jest to likantrop. Być może będzie to Twoja ostatnia myśl.
— — —
Artykuł po raz pierwszy został napisany ponad dwa lata temu dla wortalu ezoterycznego Strefa 51. Niestety serwis upadł, a odnalezienie strony html z powyższym artykułem jest mało możliwe. Może to i lepiej, bowiem tekst przeczytałem ponownie, poprawiłem go w miejscach, które potrzebowały tego najbardziej, a także rozszerzyłem.
