RSS wpisów RSS komentarzy

wydarzenia- archiwa tagu

Uwieńczenie dwunastu lat

Wczoraj pisałem ostatnią obowiązkową maturę, a dokładnie tydzień temu żegnałem mury szkoły, do której uczęszczałem (z mniejszą lub większą chęcią) przez trzy lata. Dla wielu z maturzystów szkoła skończy się dopiero po ostatniej maturze ustnej, ale trudno zaprzeczyć, że tak naprawdę przeszliśmy już wyznaczony odcinek drogi. Teraz stoimy zaś na rozdrożu. Dróg tu wiele, ponadto zawsze można wybudować nową albo iść przez pola.

Tydzień temu był dzień, na który czekaliśmy i pracowaliśmy od dwunastu lat. Pamiętam jak w wieku ośmiu lat marzyłem, aby ta “głupia” szkoła wreszcie się skończyła. Będąc cztery lata starszy, marzenia miałem podobne. Nie inaczej było kolejne cztery lata później. Teraz jestem prawie dwudziestolatkiem i marzenie się ziściło, szkoła się skończyła. Różnica polega jednak na tym, że patrzę na to nieco inaczej niż dwunastolatek czy szesnastolatek.

Chwila to magiczna i niezwykła, nie można zaprzeczyć. Oto kończy się przecież długi etap życia, który to owego życia stanowi ponad połowę. Kiedyś marzyłem o tym dniu, teraz, już go przeżywszy, nie będę już marzył, ale równie często jak do tej pory przyszło mi marzyć, będę wspominał. Nie tylko zresztą ten dzień, ale wszystkie z tych dwunastu lat.

Pamiętam kiedy siedem lat temu moja kuzynka zdawała maturę, pamiętam jak dorosła, by nie rzec stara, wydawała się w oczach ucznia szkoły podstawowej. Tymczasem teraz to ja jestem taki stary. Tak, jestem stary. Jeśli matura jest jakąś granicą, po której rozpoczyna się, bardziej lub mniej niewinnie, starość, to muszę przyznać, że młodość miałem piękną, a i mam co wspominać.

Swoją drogą trochę trudno uwierzyć, że to już koniec. Styl czy rutyna życia zmieni się przecież nie tylko we wakacje, ale także i po nich. Zmienią się ludzie, zmieni się miasto, zmienią się obowiązki; wiele się zmieni. To dobrze. Nie obawiam się zmian. Mimo to odczuwam pewien smutek, opuszczając miejsce, w którym spotykałem się z przyjaciółmi i gdzie naprawdę wiele dobrego się zdarzyło.

Nie chodzi tutaj jednak tylko o ostatnie trzy lata, lecz o dwanaście lat. Ileż więc dobrego zdarzyć się mogło przez owe dwanaście lat? Multum. Szkoła to spora część życia ucznia, czasami nawet połowa dnia. Wiele się tam nauczyłem, nie tylko od nauczycieli. Nawet jeśli coś wypracowałem w domowym zaciszu, to i tak wspominać będę za czasów jakiej szkoły to było.

Cokolwiek by jeszcze powiedzieć, będzie mało, zważywszy na to, że szkołę wspomina się przez całe życie. Obawiam się, iż jeszcze niezupełnie czuję się oderwany od tej instytucji, bowiem wrócę tam jeszcze trzy razy, aby zdawać matury ustne. Teraz jeszcze jest za wcześnie, ale przyjdzie czas na wspomnienia, przemyślenia, podsumowania i oceny. Pewien jestem jednak nostalgii, która w odpowiednim czasie ściśnie moje serce.

Brak komentarzy

Refleksje po katastrofie

Po katastrofie samolotu rządowego pod Smoleńskiem zaczęły mnie nachodzić przeróżne przemyślenia. Obserwowałem wszystko, co miało miejsce przez ostatnich kilka dni, a w moim umyśle formowały się przeróżne opinie. Zapewne napisałbym ten wpis wcześniej, chciałem jednak odczekać do końca żałoby narodowej, mimo iż nie skończyła ona przecież smutku ani też nie objęła swym trwaniem wszystkich pogrzebów.

Pierwszą rzeczą, jaka mnie zdziwiła był fakt, że dziewięćdziesiąt sześć bardzo ważnych dla Polski osób leciało w jednym samolocie. Cóż, z pewnością podróżowanie u boku prezydenta jest sporym zaszczytem, ponadto taki zabieg ma też swoje symboliczne znaczenie. Niemniej jednak był on odrobinę nierozważny. Oczywiście, nikt nie zakładał najgorszego i trudno mieć o to do kogokolwiek pretensję, ale gdyby były dwa samoloty, być może połowa tragicznie zmarłych żyłaby. Jest to o tyle istotne, że zginęła przecież część elity naszego kraju. Druga sprawa. Rozumiem, iż o zmarłych mówi się tylko dobrze, zwłaszcza podczas okresu trwania żałoby i zapewne właśnie tak powinno być. Według mnie należy mimo wszystko unikać przesady. Niektóre osoby publiczne nieco za bardzo poniosło. Jeszcze przed katastrofą nikt nie szczędził ostrych słów krytyki dla zmarłego prezydenta, tymczasem po wypadku ów przywódca był wręcz sakralizowany przez swoich politycznych przeciwników oraz prezenterów telewizyjnych.

Zatrzymując się na chwilę przy tych ostatnich i mediach, powiedzieć trzeba, że niedobrze jest kiedy musi wydarzyć się jakaś katastrofa, aby obywatel mógł poznać także dobre strony przywódcy swojego kraju. Można było także i miesiąc czy rok temu pokazywać pełne ciepła zachowania pary prezydenckiej względem siebie i innych; być sprawiedliwym i stawiać ich także w dobrym świetle. A może to ja wcześniej nie zwracałem na to uwagi?

Mówi się, że zjednoczoną w smutku Polskę podzielił Wawel, a dokładniej zamiar pochowania w jednej z tamtejszych krypt zmarłego prezydenta wraz z małżonką. Wydaje mi się, że decyzja o miejscu pochówku była podjęta nieco za szybko i pod wpływem silnych emocji. Moim skromnym zdaniem była to decyzja błędna. Porównując stan sprzed tragedii do tego po niej, pomyśleć można, że śmierć w katastrofie samolotu uświęca. Jestem niemalże pewien, iż gdyby nie to okropne wydarzenie, Lech Kaczyński nie spocząłby obok Józefa Piłsudskiego i - z całym szacunkiem - nie powinien był, bowiem nie zasłużył. Sprawę ratuje fakt, iż owa krypta ma być poświęcona także ofiarom Katynia z roku 1940 i 2010.

Co mnie niezmiernie cieszyło przez ostatnie dni to zachowanie naszego narodu, który z biało-czerwonymi flagami w rękach potrafił przyznać się do swojej tożsamości i z którego wręcz tryskał patriotyzm. Chciałbym, żeby ta duma z bycia Polakiem i poczucie więzi z Polską w nas pozostały na zawsze. Pięknie zareagowały także inne kraje, z których płynęły kondolencje, w których ogłaszane były żałoby narodowe i których narody naprawdę nam współczuły, wypowiadając się, modląc czy składając znicze. Robi się ciepło na sercu, kiedy czyta się zagraniczne komentarze i ma świadomość, że Polska nie jest sama, nawet w cierpieniu. Co do chmury wulkanicznego pyłu, może prawdziwych przyjaciół mamy właśnie w Gruzji i Estonii, a nie za Odrą czy Atlantykiem.

Nie będę oryginalny, jeśli powiem, że ta straszna katastrofa nie powinna pójść na marne. Stosunki z Rosją przez kilka dni ociepliły się znacznie, cały świat poznał prawdę o Katyniu, a Polacy kolejny raz pokazali jak wielkim są narodem. Życie toczy się dalej, ale to od tych, którzy zostali zależy w jaki sposób się ono potoczy. Życzę sobie i Wam, aby potoczyło się ono w sposób możliwie najlepszy.

Brak komentarzy

Podarki to coś więcej…

Niedawno miałem przyjęcie z okazji osiemnastych urodzin. Oczywiście, jak to w zwyczaju, członkowie rodziny wręczali mi prezenty, z czego lwią część stanowiły koperty. Uzbierała się całkiem spora kwota, i choć mam wydatki, jakoś nie jestem z niej zadowolony. Chyba nie należy mi się tak dużo.

Zacząłem się zastanawiać, czy zasługuję, nawet nie na te pieniądze, a na gest. Ktoś zrezygnował z czegoś, abym ja mógł coś mieć. Dawanie to zjawisko tak piękne, że nie sposób po prostu brać i nie myśleć o tym więcej. Otrzymywanie jakiegoś przedmiotu od kogoś, kto przekazuje Ci to z serca i z najlepszymi życzeniami, niesie ze sobą taką falę dobra, że zdolna jest ona, choćby chwilowo, zatopić zło.

Zamiast cieszyć się z prezentów, poczułem się jakoś smutno. Kolejny raz powtórzę - nie chodzi tutaj o same podarki, czy pieniądze, lecz o gest. Chyba otrzymywanie jest dla mnie kłopotliwe.

Oczywiście, nie mam zamiaru ukrywać, że to, co dostałem z pewnością się przyda i pozwoli mi zrealizować część planów. Problem w tym, iż czuję się niezręcznie, kiedy ktoś daje mi coś bezinteresownie. Zwłaszcza, gdy nie jestem pewny czy zasługuje.

Na zakończenie, chcę powiedzieć, że jestem wdzięczny za gest, nie podarki; czyli za to, co ma większą wartość. Bo wartość tego co otrzymujesz, określana jest przez serce i poświęcenie innych ludzi, nie zaś cenę i pieniądze jakie ktoś musiał wydać. Można dostać fortunę i nie otrzymać nic, a można usłyszeć jedno słowo i otrzymać wszystko.

To, co dostałem postaram się wykorzystać możliwie najlepiej. Mam nadzieję, że  sposób w jaki zainwestuje te środki, sprawi, że te pieniądze pośrednio przyczynią się kiedyś do czegoś dobrego.

Brak komentarzy

Pierwszy wpis

Z dniem drugiego stycznia weblog Luna Exoriens uznaję za otwarty. Niezmiernie cieszy mnie, że wreszcie się to stało, bowiem faza tworzenia i optymalizacji bloga była dość długa i problemowa. Równocześnie proszę Was, abyście - jeśli znajdziecie jakiś błąd, nieprzetłumaczony tekst, bądź cokolwiek, co sprawiałoby problemy - zgłaszali te przypadki przez formularz kontaktowy.

Aktualnie, cała strona funkcjonuje za pomocą WordPress 2.7 (najnowsza wersja). Skórka, została wykonana przez Arcsin, a przetłumaczona i gdzieniegdzie lekko zmodyfikowana przeze mnie. Zmieniłem także logo i dodałem favikonkę.

Wpis ten, umieściłem w każdej z kategorii i użyłem wszystkich przewidywanych tagów, aby łatwiej można było zorientować się, co czeka w przyszłości.

Zachęcam do częstego odwiedzania tego adresu, bowiem, już niebawem, pojawią się tutaj kolejne wpisy, tym razem będące o wiele ciekawsze. Warto użyć także subskrypcji RSS.

Brak komentarzy